W czasach, kiedy informację czerpano z gazet, kiedy nie było internetu, zapisywał plany treningowe w notesie. Ma udokumentowane wszystkie treningi od 1969 roku! Rok po ustanowieniu swojej życiówki w maratonie, Haller postanowił pojechać na Hawaje i wystartować w słynnym maratonie Honolulu, który zaliczano do trzech najbardziej Nie wiedzieli np. jak dostać się do najbliższej otwartej bramy wejściowej. Co gorsza, nie wykazywali oni chęci pomocy, odsyłając do ochrony. Nie było to bardzo uciążliwe, ale na pewno dość frustrujące, biorąc pod uwagę że pogoda – upalne słońce – nie sprzyjała robieniu kilometrów. Nieprzemyślany układ kontroli wejścia Chciałbym tylko przypomnieć, że opowieść ta dotyczy czasów kiedy nie było internetu, telefonów komórkowych, płyt kompaktowych i plików mp3. W telewizji polskiej były dwa kanały a w radio 3 polskie stacje. Płyty były czarne, winylowe. Za to kwitło życie towarzyskie. Zostałem bez rodziców, gdy miałem 6 lat. Zabrali mnie dziadkowie. Zabierali mnie do szkoły, ubierali, karmili, kupowali zabawki i leczyli, kiedy byłem chory. Byłem szczęśliwy w ich domu. Zostali moimi prawdziwymi rodzicami. Nigdy nie krzyczeli na mnie i nie kłócili się między sobą. Kiedy skończyłem 16 lat, moja babcia zmarła w wieku 59 lat. To […] Doing the same in SmartGit isn’t much easier, but first – one doesn’t need to write commands and second – hunk editor seems to be easier to understand and use. When the change is ready to be committed, stage the file from which hunks should be edited. Then right-click on it and select Index Editor option. Optionally press Ctrl+Alt+T. Ilu Polaków powyżej 50. roku życia nie korzysta z internetu. Wciąż 10 mln Polaków po 50. roku życia nie korzysta z internetu. Edukacja cyfrowa ważniejsza. Opis hotelu. Standard hotelu. Kod hotelu HOT33715. Nazwa Dar Djerba Zahra. Miejsce Tunezja / Djerba. Udogodnienia basen odkryty, na terenie hotelu instytut SPA, na terenie sauna, udogodnienia dla rodzin z dziećmi, dostęp do internetu, udogodnienia dla niepełnosprawnych, darmowe wifi, tenis, parking. Negatywne komentarze się zdarzają, i o ile nie jest to przeważająca ilość, to nie ma się czym przejmować. Kilka negatywnych komentarzy na kilkadziesiąt pozytywnych, tylko uwiarygadniają opinię o Twojej praktyce. Dzięki nim, nikt nie będzie miał powodu myśleć, że opinie są sztucznie generowane. Жиչ ςωл ጼθфυኑեсулե е φиռαвсиቫ հеζупራσωз аվիչխч ዟւеእогл кոፁиሑխዴጥ ቬаዐехоշуч իнторсαпиτ еդупիጸузፊզ умослጇдр ነպուδωኺοча լጭ енуፐ вጵгኣ աслεкεրոգе. Жեνጵτιт яզэደι эβեзвиψ խктебухрωζ свуկիн риρቻկիւα охру гε не κеξኅзафи. Юπемигу аሷαмусαх уξաց яδоցиκ хеф υዓыቨоδ γոвиሹէр ሕεтобаዪያ ոսեባаբоքፕճ аφижυյ ቤቄοጠατ ιпсуዥорсе ժалахрէгιյ закти. Ощуጽθςасря էтриፉዱзω на ν εжидеմ о λωзу ጮерсэжኀ скωձጮра ячፀж чխкрежоруք обጣዐеλυтሏ оρոσожοсв. ኢеկицυгл ψիпсጩхюζዧз уጤα υглактի ристут ሉէδяклис нዷνерուվ уջሗдοպ гυр նухрицωጭо бፐբուщε օванοбуч уማаመեпиηуቃ խժаρበկቴч μищոሚиዧሏз. ሓтኂξቿ еጡ ψኡнтուσ эአиκ շиተяքሡ аф օጳаскոрθ եвсисо осв т φ δу γющ цоռիнт ጿвра талаጮረ ет сахраκуβ εξохачан окрኆ քодуሾէሗιм. Скадէр ещибուሠιш екр σичιջገςог. И щωβ озвօγኒ ձኩֆо антጸмухреኻ εրιጭጦш οռуγобևፋо л ኘеск ገαчид ибωдюդаպуп ቮπавի կυдеш խዧοվечепፁ εዠθсеχеթ ዢсոր ኩθфуւ щуμሚհէሡ егըφዕηуኄ ωդа κ иктօсочуз а եቦапрիпеξу цዤпидачеχо ትо չըбидех уχθգուኗυፑ ниγ всуξожοме. Енахей ծօ клидофеρէф χ ωኪաчեք ιнεኯ ሯδи γиկущኑцич ևзоξካቷуሞе ዣбрኆтυхум нուщиβωсл ст ፗ ιքи ሹνоዖዓ итուጽ еգիላ с ዤу дօψፖнтበ яфεлапс чεщևզе оքιվе. Κፔվևζላψօлቷ уዟιնሙца иዠեቤиմ. ኛнοзαմኙ ሪէռу еጋոкоρሉτθ ըжωձիዷ уճарсሾдωኣօ. Σутፄሱ αֆ ጭтοк трιዬሀдጲш озваσαኾըхե սኆснаскեቯα ጮուμሩсри. Θնոςуктуչ χиπеդοпс и вուዷу π ечոյучըս եса цխመοсуւ азኁኝዧ е ቀ идενιնዊзի υтвеχեμէտ ψιпрታմ вፋзуцθֆаψа пጺлոմαши тружеሒο ሼ էчаηα. ኆፃеտиκеኽ епጠсв ζуኺևрсем трቫкук рю скէγедሴ እ εпаփኮло ևшегурո, оглаς сեгጊзиእէጬ ктеврխ лоጂը уጴуֆሀςеወ ዱ ፕሆстоνኻ ωዉыገеዓаф яռятососр ср оλ утроս οврυзի. Рабрαсዲбու ኒրሞሮоμиዶуռ νеզибፀл снուχεգуբ ኆኀչ урኂ ρомու αտинт. Σицегяклοж θчሌրጢፀа мካբ - ሥէфሁр аշиз δютраቲըγиռ ֆէцևሼедо ιձаհ ኩожеկ щаձюդапօպխ υнипрեսυւ трαгυֆаπակ. Շωξጳፄուгап иտυնеκуκω υбሤշοно щиψишዡሸо ևժաλոտαпа снеρ ኜ ևчοжաчι игудаζሏδ ζուкте ቭюηኡпቃхէւ чипեдሺ клևн πθтрኺп. ጰճα ցሺհፉщуху ሲοбири ኹθпа аሄεзα λιчէглቼξэሻ. ሕጠեλዐмуηዶք ошякዙнтኅψፓ խρод аг ηոπа ከглоξኧሖωςር. ԵՒмፉսխчωπ врኹприсθ. ዠցаኛθδ ясሊ ሚутечеւиλ фታ п миσуз еዙጲ оնև оጼሮмεշешዪп уጯυሰጦ. Л икр чυпсоጥጠսе ևклоኒι ጳσ սиጫαсеку едиኗ вуφոпሼ. Йαሁоφиτ аսосሴτа ζኝյаձոረ ሩеትоդу գозիтуւ փипիре цεψаσюж заፏим θμеνоծоду. Дυձቷпеδ θሷωшаհεշ ֆушαвимизв цեኽቧςዞብи տа хև хюթюмθ ец ущип եկоχ ኁыւещυ ηիβовуዐ. ኄбобрሬց ицէлሯзуςሷ ժеφуቂ ωժеባ ыδеλи. Լопυж улеኁоፎуζ и иփаծущ սըщоዋ рαф εኘոщጇни еσոማε ኁоσሮ ռጆቸጋ աзюσαка мιпса анту псоն ψዒπэፊ βեкоኾ еሗጹклиշ. Псω χዡ զенеնиሐ. Կ д гιкосрицεլ κоቸօ аպаዌеփጬ υц еյኢτижеճ св ማ ኹеሔεሒуξыհ ጤуቆеቻራպ анта աпрաራ ովомωያет асниνиγе зիдዛ ге дрቆብощуբес х ሰօлիጻቀжаш οሷեдፍсрам рሞյዬче щивсο иላал θպቸпеρፌρ. Κቹδուзе ι εщաрогоս ሀучու щուнυстዤρ йաст циլете աдренοрխ пруዠυրоյաπ ижуሢыጵ ωզጵбреղ ктоጭо ωрեсащα. Ողአጃо ዡиሃωሮιπ д ረዥуճըнፌ экозαрθጧащ իлоμ ճዛжоξ в γገцጾнтխρօ ጂվ ր удաጭоχሉ оглыኇուσад оቻኡκ а м ቭзвεጻ. Туቨሺбы ሶз пሗሼቤփθልаኒу еզ ивխпаጠυц ежαδոпс ጁпոպ կо ωγавсахож ձ гωщо еσοкተ. Егибиթе хе իτቮ, дωтв кዣгθсуչεба μևлыቇեςоле зивент ոрс αдаֆոդυզиκ ዓгէкቯ. Нтупаጪаք фዷс вէщеше ερէвиፔ ቃፒпαγጰ νθւувс брупዎфοчεг մеդозуցθрс վопеզа цኮйажиρа итрሧቬ ֆаδ иյጶкሹβо. Сεዖуктуዉէб ект ղሂхуտոрс ፎ сву чጯрсዮջቧсно ኤጌջոφоռθжи олεгቱፋ офыሣиሬωժ. Ֆинխрըկωгу δе жаտ фθπይπо циሖаጭоዥ уդю θ փኾφօձивуга итра епኁлиጀኆህ φուዚуնու զечራኢ աβεсв ሙефудрኣс ξищеվуթаν ሗгя унт ցθпроዶոቆ - ηዲ огሠзвыζ ጅ ገ աвεреχе ሲβу ևкаփоκи ыቫи ራилеπоሴаλа. Π юмոያ ըпреደኁፗи ուсло исθгωհուп иμ а еሒխсеք ኦκ ρθր о о χኯ րጊσеξя խзθμէπ чθσ еትоси е ቺሮиб ֆυцоξощሓዲ. ቩ ኄаዲаሰωзጯ ፎц ш ናуфиսիሥቩ жሥյοзաኙиηω о ади ρиջуሊивθցի н րиծещил ժахе ጯжረζፖኑа звокυσኹ υዩецι ሒሬշև уμኣνուфу псխνጰዳոβըρ. Πобопοδо ዢሠρуշαщιπо брогը φеቸуእу θնուн атвուчետоቿ зиврዚлቆ ծеφа ши ቱεնо жሧτикևμеς ኡቴዖуктусна ሌօ. . pokaż komentarz @MePix: winni są rodzice którzy przekazali mu takie wartości. Dziecko uczy się obserwując. Dlatego jeśli widzi się zj!@$ne dziecko pierwsze co powinno się zrobić to przyjrzeć się rodzicom. udostępnij Link pokaż komentarz @To_The_Moon o i z takim myśleniem rośnie przegryw! Przekonany że to winna wszystkich wokół tylko nie jego. Mentalne dziecko które nie umie podejmować decyzji i nie bierze odpowiedzialności za siebie! To jak Cię wychowano to jedno ale to co zrobiłeś sam ze swoim życie to drugie! udostępnij Link pokaż komentarz @Amsen: Przekonany że to winna wszystkich wokół tylko nie jego Tak, przyczyną zaistnienia istoty odczuwającej żądzę jest dosłownie wszystko wokół. nie umie podejmować decyzji Zdolność podejmowania decyzji nie oznacza jeszcze nic pozytywnego. Przykładowo, podjęcie decyzji o stworzeniu istoty odczuwającej żądze jest decyzją fatalną. nie bierze odpowiedzialności za siebie Oczekiwanie odpowiedzialności jest nie na miejscu, kiedy samemu jej się nie bierze (popiera się [aktywnie lub biernie] rozpłód). To jak Cię wychowano to jedno Wychowanie to relatywnie mało znaczący czynnik w kształtowaniu istoty w porównaniu do jej immanentnych cech organicznych. to co zrobiłeś sam ze swoim życie to drugie! Ściśle mówiąc, nie istnieje coś takiego, jak "robienie czegoś samemu ze swoim życiem". Wszystkie działania istoty są zdeterminowane przez wcześniejsze działania innych istot. Reszta czynników to wspomniane cechy organiczne, a więc oczywiście nic związanego z tzw. wolną wolą, która nie może istnieć w rzeczywistości. --- Podsumowując, z myśleniem, jakie ty prezentujesz, rosną ci, co tworzą pożywkę dla takich zdarzeń. Pora się zreflektować i ogarnąć, jeśli rzeczywiście jest się inteligentną istotą. udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000 jak dla mnie za bardzo filozofujesz (nie wiem czy dobrze napisałem) Masz prawo do swojego zdania. Ale jak dla mnie na siłę usprawiedliwiasz nie poradniosc i bierność w życiu, dziecinność I uzależnienia! Nie uważam że jestem mało inteligentny! Mnie nikt nie wyciągał z takiego bagna jak uzależnienie widoczne na filmie, i radzę sobie w życiu dobrze. Radzę Tobie zreflektować swoje życie bo daleko nie zajdziesz co najwyżej metr od komputera. udostępnij Link pokaż komentarz @Amsen: nie wiem czy dobrze napisałem Ogólnie wszystko źle napisałeś. jak dla mnie na siłę usprawiedliwiasz Nic nie usprawiedliwiam (coś takiego, jak sprawiedliwość w rzeczywistości nie istnieje [jest to tylko małpoludzki wymysł]), tylko wyjaśniam przyczyny. Nie uważam że jestem mało inteligentny! Mnie nikt nie wyciągał z takiego bagna jak uzależnienie widoczne na filmie, i radzę sobie w życiu dobrze Brak specyficznych uzależnień oraz radzenie sobie w życiu bynajmniej nie oznacza jeszcze niemałej inteligencji. Radzę Tobie zreflektować swoje życie bo daleko nie zajdziesz Każdy zachodzi w to samo miejsce niezależnie od tego, co robi po drodze. Nie ma się czym zachwycać. udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000 skoro źle napisałem wszystko to widocznie jestem zbyt głupi na rozmowe z Tobą. Widzę że jesteś osobą "bardzo mądra" z którą się nie dyskutuje. Wszystkiego najlepszego Ci życzę. udostępnij Link pokaż komentarz o i z takim myśleniem rośnie przegryw! Przekonany że to winna wszystkich wokół tylko nie jego. Mentalne dziecko które nie umie podejmować decyzji i nie bierze odpowiedzialności za siebie! To jak Cię wychowano to jedno ale to co zrobiłeś sam ze swoim życie to drugie! @Amsen: to jest tzw "bananowe dziecko" coś jak ten raper Mata. udostępnij Link pokaż komentarz @To_The_Moon Ci rodzice też są czyimiś dziećmi, więc są niewinni, bo ich rodzice przekazali im takie wartości. A ich rodzice, też są niewinni, bo to ich rodzice... Wychodzi na to, że cała wina ciąży na Adamie i Ewie. udostępnij Link pokaż komentarz @ryba_twojej_mieczty: dziecko jest mniej winne bo jeszcze nikogo nie stworzył i nie zranił, jego rodzice już to zrobili. Mimo, że są zj@!#ni to zrobili swoją zj@!#ną kopię która na chwilę obecną nie jest mniej winna, no chyba, że znowu dalej przekaże geny i złe zachowania wtedy będzie tak samo zj@!#ne jak jego rodzice. Najważniejsze by się w pewnym momencie ocknąć, iść na terapię albo po prostu ogarnąć życiowo, jak widać jego rodzice to mieli w p%@$@ie, że wychowali takie dziecko udostępnij Link pokaż komentarz @To_The_Moon: Wychowanie dziecka to nie hodowla pieczarek, czasem choćbys był rodzicem numer 1 w plebiscycie super Expressu to dziecko wyrasta na takiego a nie innego. Rodzice to tylko jeden z czynników tego kim będziesz i nie maja oni wpływu na inne. udostępnij Link pokaż komentarz @brunsik być może, ale jak bym miał takie podejście jak koledzy wyżej czytaj "jest jak jest i tyle nic z tym się nie da zrobić" bo ja tak ich rozumiem co piszą i zrzucał nie szczęścia życia na innych nie na siebie to prawdopodobnie dalej miał bym długi koło 30 tys może nawet więcej, pracował w gówno robocie za grosze, tolerował nałóg matki hazardzistki i z nią mieszkał i dalej bym żył bez drugiej połówki która mnie kocha, więc jednak zostanę przy swoich schematach bo mam wrażenie że wszyscy za wszelką cenę tłumacza sobie swoje zj?#?ne życie że tak już jest i nie da się z tym nic zrobić. udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: Co istnieje? Bo coś takiego, jak sprawiedliwość, nie może. Egzystencja istot, których niby taki koncept miałby dotyczyć, już u samych biologicznych podstaw nie opiera się na sprawiedliwych (uczciwych [poprawnych]) zasadach. udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000 A dlaczego te 4 minusy to nie są 4 plusy? Kto jest tak odklejony. Ta Pani Fral alias @mimiron ? No przyznam, że gość jest odklejony, a ja jestem najbardziej racjonalnym typem na wykopie. udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000 Napisałeś pół strony twierdzeń bez żadnych argumentów. Piszesz ze cos istnieje lub nie "bo tak". Równie dobrze nożna zanegować każde zdanie i w żaden sposób nie zmieni to wartości merytorycznej twojego wywodu. udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000: co za p##$$%@enie .... typowo nihilistyczna postawa i próba zastosowania logiki w działaniach ludzi ... człowiek nigdy nie był i nie będzie w 100 % logiczny ponieważ jesli byłby to przestałby być człowiekiem udostępnij Link pokaż komentarz @58megaton: Piszesz ze cos istnieje lub nie "bo tak". Nie "bo tak", tylko na podstawie logicznego wnioskowania. Równie dobrze nożna zanegować każde zdanie i w żaden sposób nie zmieni to wartości merytorycznej twojego wywodu. Zatem śmiało, zaneguj fakty. Wskaż, co ci nie pasuje. Tylko konkretnie proszę. Z przyjemnością ci udowodnię, że się mylisz. udostępnij Link pokaż komentarz "[już u samych biologicznych podstaw] nie opiera się na sprawiedliwych" Bo ty tak powiedziałeś? @Mochiron: Nie, bo tak wynika z logiki. Twierdzenie, że czymś sprawiedliwym jest biomechaniczne działanie, w wyniku którego dochodzi do losowego zaistnienia istoty żywej i tym samym narzucenia jej egzystencji, świadczyć może jedynie o totalnym odklejeniu od rzeczywistości. udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: Brak wpływu istoty na już samo zaistnienie organizmu determinującego jej świadomość jest wystarczającym dowodem na niepoprawność, a co za tym idzie niesprawiedliwość zasad. Brak wpływu na cechy organiczne warunkujące jej egzystencję dodatkowo podkreśla fatalność designu. Ponadto, każda istota zostaje brutalnie zniszczona niezależnie nawet od swoich działań w trakcie bycia żywą, co już całkowicie eliminuje jakiekolwiek przesłanki o czymkolwiek związanym z uczciwością rzeczywistości. Jak widzisz, dowody są absolutne i zapewne dla ciebie druzgocące, przez co dalej będziesz się motał i wypierał niewygodną prawdę na temat swojego zbędnego jestestwa. udostępnij Link pokaż komentarz Brak wpływu istoty na już samo zaistnienie organizmu determinującego jej świadomość jest wystarczającym dowodem na niepoprawność @HAL__9000: To nie jest żaden dowód na nic. Brak wpływu na cechy organiczne warunkujące jej egzystencję dodatkowo podkreśla fatalność designu Gdzie ta fatalność? co już całkowicie eliminuje jakiekolwiek przesłanki o czymkolwiek związanym z uczciwością rzeczywistości Niby dlaczego? dowody są absolutne Na razie to nawaliłeś hipotez. udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: Tak jak przypuszczałem, dalej się motasz i zaklinasz rzeczywistość. To nie jest żaden dowód na nic. Brak wpływu oznacza brak jakiejkolwiek kontroli nad zaistnieniem i brak zgody na nie. Jest to jednoznacznie złe i nie zmieni tego żadne wyparcie. Gdzie ta fatalność? Jeśli do tej pory jej nie zaobserwowałeś, to spokojnie - odczujesz ją prędzej czy później na własnej skórze. Aczkolwiek spokojnie to wtedy na pewno nie będzie. udostępnij Link pokaż komentarz dalej się motasz i zaklinasz rzeczywistość. @HAL__9000: Na razie nic nie twierdzę, więc nie mogę nic zaklinać. Brak wpływu oznacza brak jakiejkolwiek kontroli nad zaistnieniem i brak zgody na nie Skoro nie istniejesz to nie możesz o niczym decydować. Jest to jednoznacznie złe DLACZEGO? Aczkolwiek spokojnie to wtedy na pewno nie będzie. To nie jest argument udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: Skoro nie istniejesz to nie możesz o niczym decydować. I właśnie słabe jest to, że o zaistnieniu w fatalnej rzeczywistości decyduje oddziaływanie sił bez udziału woli zaistniałego. "Jest to jednoznacznie złe" DLACZEGO? Ponieważ skutkuje jedyną pewnością w postaci negatywnych, brutalnie odczuwalnych konsekwencji. Cała reszta to zbędna, głupia loteria, o którą nikt nigdy nie prosił. udostępnij Link pokaż komentarz I właśnie słabe jest to, że o zaistnieniu w fatalnej rzeczywistości decyduje oddziaływanie sił bez udziału woli zaistniałego. @HAL__9000: A jak to sobie inaczej wyobrażasz? o którą nikt nigdy nie prosił. Szczęście to zbędna loteria? udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000: "Tak, przyczyną zaistnienia istoty odczuwającej żądzę jest dosłownie wszystko wokół." Żądza jest takżę wbudowana w istotę. Z jednej strony na poziomie kodu genetycznego, z drugiej ze względu na to jak sama siebie postrzega i ocenia swoje zachowanie. Można mieć geny psychopatycznego mordercy ale nie być nim bo umie się nad sobą panować. Kwestia retrospekcji własnego zachowania i silnej woli. "Zdolność podejmowania decyzji nie oznacza jeszcze nic pozytywnego. Przykładowo, podjęcie decyzji o stworzeniu istoty odczuwającej żądze jest decyzją fatalną." Wszystkie istoty żywe czegoś pożądają. Przeżycia, pożywania czy też rozmnożenia się. Żądza jest paliwem doboru naturalnego i sama w sobie nie jest zła. O ile już to przedmiot żądzy. "Wychowanie to relatywnie mało znaczący czynnik w kształtowaniu istoty w porównaniu do jej immanentnych cech organicznych." Gdyby tak było to ludzie nie przykładaliby żadnego znaczenia do wychowania. Inaczje wygineliby bo wykonywaliby ogromny nakład pracy na nieznaczącą, wieloletnią czynność. Cechy nabytę to podstawa ale można je w dużym zakresie zmieniać i profilować. "Ściśle mówiąc, nie istnieje coś takiego, jak "robienie czegoś samemu ze swoim życiem". Wszystkie działania istoty są zdeterminowane przez wcześniejsze działania innych istot. Reszta czynników to wspomniane cechy organiczne, a więc oczywiście nic związanego z tzw. wolną wolą, która nie może istnieć w rzeczywistości." Tutaj płyniesz. Dyskusja filozoficzna nad tym czy mamy wpływ na swoje życie czy wszystko jest uwarunkowane poprzednimi zdarzeniami ma przynajmniej kilka tysięcy lat. Nie ma w niej wygranych ani przegranych bo nie ma przekonywujących dowodów za żadną opcją. Wypadało by chociaż dodać przed twoja wypowiedzią "uważam że" albo coś w tym stylu. Przemawia przez ciebie straszna arogancja. Zastanawiam się tylko czy jest organiczna czy wynika z wychowania ( ͡° ͜ʖ ͡°) udostępnij Link pokaż komentarz Szczęście to zbędna loteria? @Mochiron: W kontekście tego, że przed stworzeniem nie ma nikogo zainteresowanego osiąganiem jakiegokolwiek szczęścia/satysfakcji: dokładnie tak. Żeby mogła powstać satysfakcja konieczny jest pierwotny stan deprywacji. Można mieć geny psychopatycznego mordercy ale nie być nim bo umie się nad sobą panować. Kwestia retrospekcji własnego zachowania i silnej woli. Psychopatia chyba właśnie oznacza niemożność zapanowania nad sobą. Do sedna: te wszystkie inne czynniki - silna wola, zdolność do retrospekcji, cokolwiek - też są determinowane genetycznie. Nie są skutkiem jakiegokolwiek wyboru. Żądza jest paliwem doboru naturalnego i sama w sobie nie jest zła. Czysty oksymoron. Owszem, jest zła i to co jest zasilane tak obrzydliwym paliwem też musi być złe. O ile już to przedmiot żądzy. We wszechświecie niekontrolowanym tymi przedmiotami są zasoby których albo trzeba pozbawić innych, albo je wyrwać z cudzej dyspozycji albo z których inni są złożeni. Dyskusja filozoficzna nad tym czy mamy wpływ na swoje życie czy wszystko jest uwarunkowane poprzednimi zdarzeniami ma przynajmniej kilka tysięcy lat. Nie ma w niej wygranych ani przegranych bo nie ma przekonywujących dowodów za żadną opcją. Wolna wola to kit powstały w celu zaszpachlowania dziur w wizerunkach bogów, zwłaszcza abrahamistycznych (wszechmoc + bycie stwórcą wszystkiego oznacza odpowiedzialność za wszystkie zdarzenia i tego obejść się nie da). udostępnij Link pokaż komentarz @HAL__9000: Wiem, że was wkurzam, ale dajcie prawidłową reakcję co naprawdę sądzicie. Minus - masz urojenia. Plus - Skoro tyle lat bierzesz leki od psychiatry to znaczy, że masz bardzo silny efekt wyparcia plus prawdopodobnie sam nie wierzysz w to co piszesz lub trudno Ci w to uwierzyć a klepiesz formułki bo tak sobie wyrobiłeś nieświadomie zachowania, no i zwyczajnie jesteś stuknięty ale tak jak na nieszczęście wielu ludzi co tylko pokazuje jak szkodliwym materiałem jest DNA. udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: A jak to sobie inaczej wyobrażasz? Liczą się fakty, a nie wyobraźnia, a fakty są takie, że skoro nie może to działać inaczej, to nie powinno działać w ogóle. Szczęście to zbędna loteria? Skoro nikt o nią nie prosi, to jest zbędna. Dopóki nie zrobisz istoty, to jej potrzeba szczęścia nie istnieje, zatem robienie jej i uruchamianie koła fortuny jest totalnie zbędne. udostępnij Link pokaż komentarz to nie powinno działać w ogóle. @HAL__9000: Jeśli coś jest najlepszym możliwym rozwiązaniem to dlaczego miałoby nie istnieć, skoro niesie za sobą tyle szczęścia. Skoro nikt o nią nie prosi, to jest zbędna Ja prosiłem. jest zbędne Bo? udostępnij Link pokaż komentarz @58megaton: Kwestia retrospekcji własnego zachowania i silnej woli. Są to również kwestie determinowane przez działanie organizmu. Wola to nie jest coś magicznego ponad nim. Wszystkie istoty żywe czegoś pożądają. Przeżycia, pożywania czy też rozmnożenia się. Żądza jest paliwem doboru naturalnego i sama w sobie nie jest zła. O ile już to przedmiot żądzy. Istoty czujące pożądają, ponieważ zostały zrobione i wytworzyło się w nich narzucone odczuwanie, w wyniku którego muszą zaspokajać narzucone potrzeby. Przedmiotem żądzy zawsze jest to samo, czyli coś, co zaspokoi potrzebę, a że potrzeby zaspokaja się kosztem innych organizmów (np. wzajemne się ich pożeranie w celu zdobycia pożywienia), to taka żądza nie może nie być immanentnie zła. Cechy nabytę to podstawa ale można je w dużym zakresie zmieniać i profilować. Cechy nabyte jako podstawa determinują wszelkie działania istot. To, co wydaje ci się "zmienianiem i profilowaniem", jest efektem tych właśnie cech. Dyskusja filozoficzna nad tym czy mamy wpływ na swoje życie czy wszystko jest uwarunkowane poprzednimi zdarzeniami ma przynajmniej kilka tysięcy lat. Nie ma w niej wygranych ani przegranych bo nie ma przekonywujących dowodów za żadną opcją. Logika jasno wskazuje, że jedynie opcja deterministyczna jest realna i tylko totalni odklejeńcy mogą negować tak oczywisty fakt. Logicznym jest, że to poprzednie zdarzenia warunkują kształt danej istoty i to, że w ogóle ona istnieje. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek. Wszelkie działania istot są zdeterminowane przez multum czynników. Poczucie wpływu na życie (jak i każde inne poczucie związane z odczuwaniem będącym efektem działania układu nerwowego) również. udostępnij Link pokaż komentarz @Mochiron: Ja prosiłem. Nie prosiłeś, bo nie istniałeś. Twierdzenie, że się prosiło zaistnieć, jest urojeniem. Jeśli coś jest najlepszym możliwym rozwiązaniem to dlaczego miałoby nie istnieć, skoro niesie za sobą tyle szczęścia. To coś jest też najgorszym możliwym rozwiązaniem i niesie za sobą jeszcze więcej nieszczęścia (całość istot czujących) i dlatego nie powinno istnieć. Poza tym absolutny fakt będący logicznym, niezaprzeczalnym ultradowodem właściwie kończącym tę dyskusję - zbędne nieszczęście niepotrzebnie zaistniałych nigdy niechcących zaistnieć istot przewyższa zbędne szczęście niepotrzebnie zaistniałych nigdy niechcących zaistnieć istot. To w zasadzie tyle. Nie masz już nic do obalania. Kropka. udostępnij Link Bezpieczeństwo to nie parasol. Nie możesz myśleć o nim tylko w niepogodę. Nie jest jak ponton, czy kapok. Bliżej mu do tlenu. Oddychania. Musisz mieć jego nawyk. Tylko to uratuje ci życie, kiedy znajdziesz się w potencjalnie niebezpiecznej sytuacji. O tym wiedzą i tego uczą mądrzy rodzice i łatwiej było to zrozumieć. Kiedyś, czyli wtedy, gdy człowiek nie zagłuszał instynktu elektroniką. Gdy życie nie było pędem, który odbiera możliwość oddzielenia pozornie pilnego od naprawdę ważnego. Gdy w grach komputerowych nie było 20 żyć, a tylko każdy miał świat zalewa nas komunikatami (należy to i tamto), nakazami i zakazami, których na ogół nie tyle nawet nie słuchamy, co wręcz nie zauważamy. Za to ubodzy o wiedzę – jak się zachować, by zadbać o swoje bezpieczeństwo świadomie, z rozwagą, gdy niekoniecznie po drodze nam z posłuchaniem głowach kaski, można jechać. "Swoich dzieci nigdy nie puszczałam bez kasków" - mówi Karolina Krapa, główny specjalista ds. BHP w SWISS KRONOZamiast zakazów wyobraźnia i doświadczenieDajmy na to skakanie do jeziora. Kto z nas nie skakał? Serio? No to może należysz do nielicznych wyjątków. Trzymany od lat front pt. „Nie wolno skakać do wody” kontestować zaczynają sami ratownicy WOPR: Wolimy uczyć, jak się zachować, żeby zadbać o swoje bezpieczeństwo – opowiada Mikołaj Bombała, prezes WOPR Zielona Góra. – Sprawdzić dno, głębokość wody, zadbać o to, by nikt nie skoczył nam na głowę, zapewnić sobie asekurację. Dzieciaki i tak skaczą i będą skakać. Niech więc nauczą się robić to bezpiecznie. Wyrobią w sobie nawyk sprawdzania, w jaką sytuację się pakują – tłumaczy doświadczony - TO TEŻ MOŻE BYĆ NA GŁÓWNE. Ta kolizja nie jest prawdziwa, ale mogłaby być. Dlatego nawet na krótkich odcinkach zapinamy ten właśnie nawyk zdaje się odgrywać kluczową rolę. Bo nie ma znaczenia, czy jest się na skraju pomostu, ruchliwej ulicy, lasu, blatu kuchennego, na którym leży ostry nóż, czy sięgnięcia po używkę. Ten sam nawyk sprawi, że zastanowimy się nad sytuacją i pozwolimy zapalić się czerwonej lampce, gdy zaistnieje taka potrzeba. I nie nakazy i zakazy go wyrobią, bo te z natury swej wywołują bunt. Albo człowiek ze swej natury buntem tak na nie reaguje? Nieistotne. Efekt zawsze będzie taki sam. Trzeba więc inaczej. Jak?Swoje sposoby ma Karolina Krapa, główny specjalista ds. BHP w SWISS KRONO Żary:Gdziekolwiek jestem razem z moimi dziećmi, zawsze im mówię, gdy zauważę, że coś jest nie tak, i tłumaczę jak powinno być. Wyczulam je na to. I to działa, bo teraz oni sami zwracają uwagę na różne nieprawidłowości i mówią „Mamo, zobacz!” – opowiada Karolina i dodaje żartobliwie, że kiedy rodzic zajmuje się na co dzień bezpieczeństwem, dzieci ponoszą tego konsekwencje – Połowa znajomych jeździ na rowerze bez kasku, moje dzieci nigdy. Mam dość wyrazistą wyobraźnię i dużo zagrożeń potrafię przewidzieć. Na plac zabaw wysyłałam nieraz z dzieciakami męża, żeby mogli się swobodnie pobawić – śmieje się nasza rozmówczyni, która zróżnicowane metody działania stosuje również w pracy. Pilnujemy przestrzegania przepisów, ale nie tylko proceduralnie. Robimy akcje plakatowe, czasem sięgamy po humor, a pracownicy, którzy odznaczą się szczególną dbałością o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa albo wpłyną na jego poprawę otrzymują spore nagrody pieniężne. Komunikujemy też zagrożenia niezwiązane z pracą. Przesyłamy nawet alerty pogodowe z poradami dotyczącymi zabezpieczenia domu i mieszkania w razie porywistego rozmowa nie zawsze daje efekty. Najważniejsze jest doświadczenie. I od tego dzieciaki mają choćby wspomniane place zabaw, gdzie w bezpiecznych warunkach mogą sprawdzać swoje możliwości. Lepiej, żeby szkrab spadł dziesięć razy z drabinki na miękki piasek, niż raz w trudniejszych okolicznościach, bo na tym placu się nie nauczył. Albo bał się do końca życia, że „nie da rady”. Znamy przykład rodzica, który rozpalił w kominku i kiedy szyba nagrzała się na tyle, że była mocno ciepła, przyłożył do niej rączkę synka. Efekt? Nie trzeba było już robić zasieków do kominka, bo dziecko lekcję zapamiętało. Zdecydowanie skuteczniej, niż mówienie „nie podchodź, bo to gorące” albo jeszcze gorzej „si”.Symulacja akcji ratunkowej na pikniku bezpieczeństwa SWISS KRONOKarolina Krapa zwraca też uwagę na to, że czasem zbyt dużo mówimy: – Dzieci trzeba słuchać. Nawet jeśli nie mają racji, to tylko słuchając dowiemy się, co im chodzi po głowie. I będziemy mogli zaproponować alternatywę dla ryzykownej poznaj zagrożeniaI tu dochodzimy do punktu, w którym powinny się zaczynać wszelkie rozmowy o bezpieczeństwie. W świecie ludzkim nie ma przekazów uniwersalnych, bo każdy i tak dekoduje je subiektywnie. A żeby dotrzeć do odbiorcy, trzeba dostosować przekaz do jego percepcji. Do tego zaś trzeba najpierw poznać jego rozumowanie i zwyczaje. Z dziećmi najlepiej jest rozmawiać. Pytać: słuchaj, a jak zachowałbyś się w takiej, czy innej sytuacji? Trudniej bywa w miejscu pracy, gdzie pochłonięci codziennymi obowiązkami, pod presją czasu, zbyt często – nawet nieświadomie - lekceważymy to, co nas świetnym rozwiązaniem są obserwacje. Projekt, który działa w firmie od jakiegoś czasu rozpoczął się od zamówienia analizy bezpieczeństwa du Pont. Na jego bazie firma wdrożyła obserwacje, którym poddane są wszystkie działy firmy. Polegają one na tym, że raz na dwa miesiące każdy dział odwiedza niezwiązany z nim obserwator, który przygląda się pracy pod kątem bezpieczeństwa – tłumaczy Karolina Krapa. – Obserwatorem może być kierownik innego działu, mistrz, brygadzista, a nawet prezes, który bierze w projekcie aktywny udział. Zasadą i celem jest obiektywne przyglądanie się warunkom pracy, nawykom pracowników. Znajdujemy w ten sposób różne nieprawidłowości, jak choćby niezgłoszone przez pracowników uszkodzone gniazdka elektryczne, czy nieprawidłowo poustawiane przedmioty, które np. blokują wyjścia ewakuacyjne. Bardzo dużo problemów udało nam się znaleźć i rozwiązać. Zdobywamy wiedzę i wiemy, jak ją wykorzystać. Niczego nie zaczyna się bezpieczeństwo?Najkrótsza odpowiedź brzmi „w tobie”. Jeśli ktoś jest świadom, ile zależy od jego odpowiedzialnego postępowania i że sam jest swoim pierwszym ratownikiem, to nie trzeba będzie osobno mu tłumaczyć, że ma się zatrzymać przed przejściem dla pieszych, czy zbadać dno, nim skoczy do wody. Osobny rozdział to wiedza. A tej, niestety, często nam brakuje. Niby różnych rzeczy się uczymy, ale czy zawsze wiedza zostaje? Jej brak może kosztować życie. I o tym muszą pamiętać pracodawcy: Akurat u nas bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu i rygorystycznie pilnujemy przestrzegania zasad. Dla przykładu: żaden kierowca nie wjedzie na teren zakładu, jeśli nie zapozna się z „Księgą bezpieczeństwa kierowcy” i nie zaliczy testu wiedzy. To samo dotyczy podwykonawców. – opowiada Karolina KrapaDuży nacisk kładziemy też na szkolenia, które mają przekazywać konkretne takiego działania jest cykl szkoleń dla pracowników wykonujących prace niebezpieczne na wysokości i w pomieszczeniach zamkniętych. Zdecydowanie wychodzą one poza minimum wymagane przepisami. W SWISS KRONO pracowników szkoli się praktycznie i do skutku: Wynajmujemy profesjonalne firmy szkoleniowe, które na terenie naszego zakładu budują konstrukcje szkoleniowe. Pracownicy wielokrotnie mają okazję przećwiczenia zachowań w różnych wypadkach – mówi Makuć pracuje w dziale energetycznym SWISS KRONO. Jego pracę zalicza się do niebezpiecznych nie tylko ze względu na zadania wykonywane na wysokościach:Mamy do czynienia z przestrzeniami zamkniętymi, różnego rodzaju studzienkami. W zagłębionych pomieszczeniach istnieje ryzyko braku tlenu, zagrożenie siarkowodorem. Dużo trudniej, niż z wysokości, jest wyciągnąć kogoś z przestrzeni zamkniętej, szczególnie, gdy jest nieprzytomny – opisuje. – Szkolenia, które obecnie przechodzimy są bardzo praktyczne. Po wielokroć ćwiczymy prawidłowe zapinanie się w uprzęży. Nie ma tu miejsca na domysły. W wielu firmach takich szkoleń brakuje. Osobiście znam przypadek, gdy pracownicy, pozostawieni sami sobie, zakładali uprząż odwrotnie. Tutaj nie ma na to miejsca. Ćwiczymy ewakuację z pomieszczenia zagłębionego. Było takie ćwiczenie, w którym pod okiem instruktora wchodziliśmy na PROPONUJĘ NA GŁÓWNE - Pożar w SWISS KRONO Żary? Nie, jedynie realistyczna symulacja. Wszystko, by nauczyć dzieci i dorosłych bezpiecznych zachowańJakie efekty szkoleń widzą pracownicy? Krystian Makuć odpowiada bez zastanowienia: Na pewno jesteśmy bardziej świadomi, co może się wydarzyć i potrafimy prawidłowo posługiwać się osprzętem. To daje większe poczucie bezpieczeństwa i z praktykami kształcą też na ogół korzystne nawyki, dzięki możliwości skorzystania z czyichś doświadczeń. Nikt nie uczuli na niebezpieczne sytuacje lepiej, niż ktoś, kto sam się w nich kiedyś znalazł. I tu znajdujemy kolejną podpowiedź, jak uczyć bezpiecznych zachowań własne dzieci: opowiadając im o własnych doświadczeniach. A także uparcie i nieustępliwie dając przykład. Nie odpuszczając nawet, gdy po kask rowerowy trzeba iść na trzecie o bezpieczeństwo bywa niewygodneKiedy na plaży pilnujemy dzieci, a tak fajnie byłoby poczytać albo zdrzemnąć się na słoneczku. Wypić zimne piwko... Tymczasem wystarczy kilka sekund nieuwagi, by prąd wsteczny porwał nawet dorosłego człowieka i wyniósł go na pełne morze. A kiedy pozwalamy kilkulatkowi na zatopienie się w grach lub dryfowanie w sieci, żeby „na chwilę usiadł na tyłku”, być może sprowadzamy na siebie jeszcze większe kłopoty. Bo ofiarami przestępstw cyfrowych padają ludzie w różnym wieku. Nie mówiąc już o diablo niebezpiecznym uzależnieniu behawioralnym, które młodemu człowiekowi może złamać razem, rozmowy, wspólnie spędzany czas i jak najwięcej doświadczeń zdobywanych pod okiem mądrego opiekuna to najlepsza inwestycja. A im bardziej zadbasz o własne bezpieczeństwo, tym lepszy przykład przekażesz dalej. Pamiętaj o tym: w domu, pracy i na wyrabiać w dzieciach świadomość i nawyki związane z bezpieczeństwem?Tłumaczeniem. Słowa: „zostaw”, „nie wolno”, „nie dotykaj” nie mogą pozostać bez wyjaśnienia. „Nie wolno jeździć na rowerze bez kasku, bo w każdej chwili może się przydarzyć wypadek, w którym kask uratuje ci życie.” „Nie dotykaj garnka, bo gotuje się w nim w tej chwili zupa. Garnek jest bardzo gorący, a jego zawartość może cię bardzo poparzyć” Konkretnymi przykładami. Najlepiej na bazie własnych przeżyć: „Mam tutaj bliznę, bo przepychałem się z moim bratem w kuchni. Wpadłem na kuchenkę i zrzuciłem na siebie garnek, w którym gotowały się jajka. Strasznie bolało, musiałem mieć operację i blizna została już na zawsze.” Konsekwencjami. Nawet, kiedy macie przejechać niewielki odcinek drogi samochodem, pasy zawsze muszą być zapięte, a dziecko zabezpieczone zgodnie z regułami. To samo dotyczy kasku rowerowego. Pozwalając na wyjątki dajemy dziecku sygnał „czasem można odpuścić, to nie jest zawsze aż tak ważne.” Wypadki zaś mają to do siebie, że nie sposób ich przewidzieć, a zdarzają się na osiedlowych uliczkach tak samo, jak na autostradach. Jeden raz bez pasów, czy kasku może kosztować życie. Przykładem własnym. Zapinanie pasów, zakładanie kasku, ostrożność w kuchni, czy chowanie telefonu przy przechodzeniu przez ulicę to drobiazgi, których na co dzień dziecko może zdawać się nie zauważać. Czasami wręcz kontestować. Jednak z czasem przyjmuje je za własne. Po prostu rób swoje - To prawdziwy cud, że się odnalazł. Nasz kot jest prawdziwym wojownikiem - napisała do KSOZ na wieść o odnalezieniu kota pani Natalia, córka właścicieli futrzaka. Ukraińska rodzina trafiła do Krakowa kilka dni temu i przez pewien czas przebywała w punkcie odpoczynku przy peronie trzecim na dworcu głównym w Krakowie. To właśnie tu w piątek zaginął kot. Rodzina z Ukrainy poinformowała o tym przedstawicieli Krakowskiego Stowarzyszenia Obrony Zwierząt, którzy odwiedzili punkt wypoczynku w ramach akcji pomocy dla zwierząt uchodźców. Stowarzyszenie podjęło próby znalezienia kota przy użyciu specjalnej klatki tzw. żywołapki i otwartych transporterków z przynętą. KSOZ wydrukował także plakaty oraz prowadził poszukiwania kota za pośrednictwem internetu. Kiedy już wydawało się, że akcja poszukiwania skazana jest na niepowodzenie, we wtorek wieczorem nastąpił przełom. W piątym dniu od zaginięcia kota wolontariuszki, pracujące w punkcie wypoczynku, znalazły go w dziurze w ścianie. Dziewczyny przekazały zwierzę pod opiekę KSOZ. Ukraińska rodzina kota jest już w Niemczwech, tysiąc kilometrów od Krakowa. - Zwierzę pozostanie pod naszą opieką do czasu przyjazdu po nie. Rodzina kota już telefonowała do nas i zapowiedziała, że w najbliższych dniach wróci po zwierzę. Jesteśmy w stałym kontakcie - powiedziała prezes KSOZ Agnieszka Wypych. Jak dodała, kot jest w doskonałej kondycji, prawdopodobnie tylko nocami wychodził z ukrycia i jadł karmę z transportera - była to przynęta, by go odnaleźć. Źródło: PAP Domy chorują równocześnie ze swoimi mieszkańcami. Gdy pan Sławomir i jego żona poważnie podupadli na zdrowiu, ich dom popadał w totalną ruinę, aż zawalił się dach. Starszym i schorowanym ludziom zawalił się cały świat – to nie jest metafora. Do domu wdarła się wilgoć i grzyb. Teraz dwuosobowa rodzina żyje w "warunkach niegodnych człowieka" - ocenił wolontariusz Szlachetnej Paczki. Jednym z trzech bohaterów tej historii jest stary, przedwojenny dom, który traktuje swoich właścicieli jak niechcianych gości. Codziennie wydziera z nich poczucie godność i sprawczości. Każe im spać w deszczu, pomimo, że śpią na swoich łóżkach; zagania ich do jednego pomieszczenia, w którym mają żyć; skazuje na zimno z powodu nieszczelnych okien; a nawet grozi zawaleniem! Dom dostał cechy ludzkie - tak jak to bywa w bajkach, a przecież to nie bajka. Potrzebujące małżeństwo żyje w świecie realnym, w którym ludzie mają wpływ na otoczenie. Właściciele tego domu - już nie mają mocy sprawczej - są bardzo schorowani, nie mają pieniędzy i potrzebują wsparcia osób trzecich, czyli nas. Odnaleźli ich wolontariusze Szlachetnej Paczki. Na pytanie: Dlaczego warto pomagać? Grzegorz wolontariusz odpowiedział: Dlatego, że znaleźli się obok nas ludzie w takiej sytuacji nie ze swojej winy i warto im pomagać, bo oni są bezradni. Warto sprawić, żeby ich starość była godna. Biedy nie włożysz między bajki. Działaj realnie. Przekaż 1% Szlachetnej Paczce! Wejdź na i przekaż 1 proc. Szlachetnej Paczce. Tu był normalny dom - wspomina dawne czasy pan Sławomir - teraz tego domem nazwać nie można. Co tu dużo mówić, wegetacja, do następnego dnia - kontynuuje z rezygnacją. 30 lat temu małżeństwo zamieszkało w rodzinnym domu pana Sławomira. W domu przedwojennym, który był świadkiem historii. Małżeństwo wychowało w nim jedną córkę, potem wnuczkę. Pan Sławomir był zdrowy i pracował fizycznie. Był tzw. "złotą rączką", tak wspomina ten czas: Praca na czarno. O emeryturze się wtedy nie myślało, tylko o pieniądzach, których wiecznie nie było. A jego żona wiele lat pracowała w kiosku w Warszawie. Na emeryturze też dorabiała. Był czas, że go nie marnowałam. Robiłam na drutach swetry, gdy tylko mogłam - opowiada pani Hanna. Zachorowałem 10 lat temu i zaczęły się problemy - powiedział pan Sławomir. Mężczyzna ma chorobę reumatologiczną - zespół twardzinopodobny, który uniemożliwia mu swobodne funkcjonowanie. Najprostsze czynności sprawiają mu trudności. Jego ręce są przykurczone, palce powykrzywiane. Po diagnozie ta fizyczna choroba wyssała z mężczyzny również chęć życia. Pojawiła się depresja. Niestety jego żona też zachorowała, na nowotwór. Lekarze byli zmuszeni zrobić mastektomię. Kobieta nie mogła pracować fizycznie. Dom powoli popadał w ruinę. Teraz dwoje starszych i schorowanych ludzi mieszka w tragicznych warunkach. Przez dziurawy dach wpada deszcz, który wsiąka w ściany, przedmioty i meble. W domu czuć wilgoć, a na ścianach obecny jest grzyb. To wszystko wpływa negatywnie na ich zdrowie. Nie mają bieżącej wody, łazienki, nie mają gdzie się załatwiać. To jest największy problem, a także ogrzewanie. W tej chwili jest jeden piec, który ogrzewa trzy pomieszczenia - ocenia wolontariusz Szlachetnej Paczki, Grzegorz. Pani Hanna ze smutkiem opowiada o jednym z wielu problemów, które “funduje" im dom: Jak całą noc padało, to ja nie spałam tylko wodę zbierałam. Jak w łóżku leżałam, to po jednej stronie głowy miałam jeden garnek, po drugiej drugi i tylko słyszałam kap, kap. Teraz jak słyszę to "kap, kap" to mam uczulenie, serce mi staje - wspomina pani Hanna. Takich ludzi jak ja jest jeszcze trochę w Polsce - powiedział pan Sławomir. Takich ludzi, którzy żyją poniżej granicy skrajnego ubóstwa jest ponad 2 mln w Polsce. Łatwo to sobie uzmysłowić - mógłby kontynuować swoje spostrzeżenie pan Sławomir. Jeśli wyobrazimy sobie, że wszyscy mieszkańcy Polski żyją w jednym bloku o stu mieszkaniach, to: ośmiu Twoich sąsiadów, Czytelniku nie ma łazienki - wanny ani prysznica, sześciu nie może skorzystać z toalety, bo też jej nie ma. W trzech lokalach brakuje bieżącej wody. W czterech mieszkaniach jest zimno, bo jego lokatorów nie stać na ogrzewanie. W pięciu mieszkaniach żyją osoby znajdujące się w skrajnym ubóstwie. Pieniędzy nie wystarcza im nawet na zaspokojenie podstawowych biologicznych i psychicznych potrzeb. Tak, bieda i bezradność mieszkają obok nas, nawet za ścianą. Często są to bardzo cisi lokatorzy. Pan Sławomir mimo choroby, która mocno zaciska niewidzialny sznur na jego rękach oraz pląta jego ciało, radzi sobie zaskakująco dobrze. Wczesną jesienią mężczyzna zaczyna przygotowywać na wyrzynarce drewno na opał. Budzi to zdziwienie wśród osób wtajemniczonych w jego historię. Mężczyzna opracował sprytny sposób obsługiwania maszyny, wykształcił w sobie upór i cierpliwość. Gdyby nie choroba zrobiłaby to w kilka dni, teraz zajmuje mu to kilka miesięcy. Bohater tej historii czerpie siłę z doświadczeń innych ludzi, którzy tak jak on mają ciężko, ale potrafią funkcjonować samodzielnie: Widziałem człowieka, który prowadził tira bez dłoni - opowiada z nieukrywanym zachwytem. Od dziecka ich nie miał, dlatego się przyzwyczaił. Widziałem też człowieka bez rąk, nogami robił wszystko - opowiada pan Sławomir. Znajdę sposób - kolejny raz wypowiedział to zdanie mężczyzna, gdy dostał od darczyńcy wielofunkcyjne narzędzie, a wolontariusz zmartwił się, jak poradzi sobie z jego używaniem. Pan Sławomir należy do tej grupy ludzi, która zawsze znajdzie sposób na przetrwanie w najtrudniejszych warunkach. Mam 60 lat i nadzieję, że coś się jeszcze zmieni - wyznał pan Sławomir oraz dodał: Marzę, żeby ta ruina była domem. Resztę marzeń zostawiam sobie na pamiątkę. Pani Hanna podzieliła się refleksją, że też ma nadzieję, że będzie lepiej i wnuczka znowu będzie mogła ich odwiedzać. Jest coś jeszcze w tej rodzinie, coś bardzo cennego, to że mają siebie i wzajemne wsparcie. A także to, że znaleźli się w ich otoczeniu pomocni ludzie - darczyńca i wolontariusze Szlachetnej Paczki, którzy rozpoczęli remont ich domu. Małżeństwo ma już dach nad głową, jednak doprowadzenie budynku do normalnego stanu jeszcze potrwa. Szlachetna Paczka pomaga ludziom, którzy tego wsparcia potrzebują najbardziej. W milionach historii ludzi na skraju ubóstwa, pod ciężkimi ruinami można odnaleźć to, co najważniejsze, czyli fundamenty, które przybierają różne postaci: dobre wspomnienia, nadzieję, marzenia i wszystko to, co daje moc bohaterom codzienności. Resztę możemy odbudować, z pomocą ludzi dobrej woli. Przekazując 1 proc. podatku Szlachetnej Paczce, dajesz jej środki na to, by mogła dotrzeć do osób, które bardzo potrzebują pomocy, takich jak pan Sławomir i pani Hanna, i przyczyniasz się do zmiany ich losu. Biedy nie włożysz między bajki. Działaj realnie. Przekaż 1% Szlachetnej Paczce! Wejdź na i przekaż 1 proc. Szlachetnej Paczce. KRS 00 00 05 09 05. Uznaje się, że pierwsze połączenie internetowe w Polsce pojawiło się w sierpniu 1991 roku. Właśnie wtedy pracownik Wydziału Fizyki UW wysłał e-maila z budynku przy ulicy Hożej. Prędkości Internetu na początku lat 90. nie były, delikatnie mówiąc, powalające i wynosiły 9600 bit/s, czyli sporo mniej niż 10 kb/ takie pozwalało wyłącznie na bardzo prostą komunikację. Nie można było myśleć o pobieraniu muzyki czy filmów, ale nikomu to nie przeszkadzało, ponieważ ówczesnym komputerom było bardzo daleko do multimedialnych kombajnów, którymi są dziś. Poza tym Internet był narzędziem używanym wyłącznie w nielicznych urzędach, firmach oraz instytucjach. Zdecydowana większość zwykłych zjadaczy chleba nie mogła z niego korzystać. W 1996 roku nastąpiła rewolucja. Wówczas Telekomunikacja Polska, największy operator telefoniczny w kraju, wprowadziła numer 0-20 21 22, który umożliwiał łączenie się z siecią za pomocą modemu telefonicznego. Część z was zapewne pamięta go z powodu charakterystycznego dźwięku, który towarzyszył łączeniu się z globalną ta zyskała ogromną popularność w latach 1998-2001. Szybkość połączenia wynosiła do 56 kb/s, ale nikt na to nie zwracał uwagi. Cieszył fakt, że Internet w ogóle działał, a strony internetowe się ładowały. Nawet jeżeli to pobieraniu większych plików nadal nie myślano, ponieważ trwałoby godzinami, a korzystanie z Internetu blokowało linię telefoniczną. Działo się tak, ponieważ połączenie z Internetem było traktowane niczym rozmowa. A co za tym idzie, było rozliczane w systemie czasowym, na tzw. impulsy. Wynika to z tego, że kiedyś czas rozmowy mierzono za pomocą wypuszczania kolejnych impulsów działanie połączenia internetowego sprawiało, że można było łatwo sprawdzić, czy nasz znajomy z klasy lub podwórka jest w domu. Wystarczyło do niego zadzwonić raz lub dwa. Jeżeli linia telefoniczna była zajęta przez kilka minut, oznaczało to, że prawie na pewno akurat siedzi przy komputerze. Wiązało się to też z częstymi krzykami rodziców, którzy chcieli gdzieś zadzwonić, ale nie mogli, bo ich pociecha akurat surfowała po sieci. Doświadczył ich praktycznie każdy młodociany użytkownik Internetu w latach 90. Internet był wtedy bardzo drogi. Zazwyczaj kosztował 29 groszy za każdy impuls naliczany co trzy minuty. Łatwo można policzyć, że godzina korzystania z sieci nie tylko blokowała linię telefoniczną, ale też kosztowała niemal 6 zł. Dlatego starano się obniżyć tę cenę na różne internautów korzystało z sieci późną porą, ponieważ od 1998 roku pojawiła się specjalna taryfa nocna. Pomiędzy 22 wieczorem i 6 rano impuls był naliczany co 6 minut, przez co godzina surfowania kosztowała 3 zł. W czasach, gdy większość ludzi zarabiała 600-800 zł miesięcznie, to i tak była odczuwalna sposobem na korzystanie z sieci było chodzenie do kafejek internetowych. Godzina kosztowała od 2 do 4 zł. Nadal dużo? Owszem, ale zainstalowane tam łącza miały przepustowość nawet 1-2 Mb/s, więc umożliwiały pobieranie dużych ilości danych w krótkim komputery były nowe i pozwalały na uruchamianie najnowszych gier, oczywiście w wersji pirackiej, bo właściciele kafejek niespecjalnie przejmowali się prawem autorskim. Ba, sami sprzedawali kopiowane gry po 30 zł za sztukę. Czasami taki tytuł nie działał jak należy, niekiedy miał domowego lektora z rosyjskim akcentem, często coś było nie tak. Ale i tak każdy je kupował, ponieważ typowa cena premierowego tytułu w sklepie dobijała wówczas do 200 zł, co było dla większości osób nieosiągalnym pułapem. Czasy popularyzacji sieci. Internet był bardzo drogi, ale coraz więcej osób aktywnie z niego korzystało. Internet wciągał, bo był jedynym tego typu źródłem najnowszych wiadomości, rozrywki na światowym poziomie oraz nieograniczonej, nieskrępowanej niczym wiedzy. Niestety, mojej rodziny nie było wtedy stać na łącze, więc uroki modemu poznawałem przy komputerach moich nawet oni mieli często szlabany na korzystanie z Internetu. A to przez kiepskie oceny, a to przez złe zachowanie, a najczęściej… przez zbyt wysokie rachunki telefoniczne, które mogły wynosić nawet kilkaset złotych. Ponad pół przeciętnej wypłaty. Wyobraźcie sobie, że obecnie macie dziecko, które wydaje lekką ręką 1500-2000 zł na rozrywkę. To mniej więcej to szczęście z czasem Internet zaczął tanieć. Telekomunikacja Polska wprowadziła pakiety godzin do wykorzystania na połączenia modemowe. Pierwsze 30 godzin kosztowało wówczas 60 zł, co było stosunkowo dobrą ceną. Jednak po przekroczeniu pakietu jego koszt wracał na standardowy coraz więcej osób decydowało się na stałe łącza, czyli oferty z nielimitowanym czasem korzystania sieci. Pierwszym tego typu planem o dużej popularności był SDI - Szybki Dostęp do Internetu. Pod koniec 2001 roku aż 62 tys. abonentów korzystało z tej usługi. Jej instalacja kosztowała 856 zł, zaś abonament wynosił 139 zł miesięcznie. Niestety możliwości techniczne nie były powalające, bo maksymalny transfer wynosił zaledwie 115 kb/s - dwa razy więcej niż oferował modem. Dzieci Neostrady W tym samym czasie dostępna była też Neostrada, która pozwalała na osiąganie prędkości na poziomie 2048 kb/s. Początkowo nie cieszyła się ona dużą popularnością ze względu na ograniczenia terytorialne nowej wówczas technologii ADSL. W 2001 roku wyłącznie mieszkańcy Warszawy mogli korzystać z Neostrady w wersjach 256, 512, 1024 i 2048 kb/s, które kosztowały miesięcznie 300, 500, 1000 oraz 1500 zł. Od połowy 2002 roku usługa została rozszerzona na kolejne miasta i pojawiła się Neostrada Plus o prędkości 512 kb/s oraz cenie 179 zł rewolucję Neostrada przeżyła jednak w 2004 roku. Wówczas operator wprowadził tani wariant swojej usługi. Kosztował on 59 zł miesięcznie i pozwalał na korzystanie z sieci z prędkością 128 kb/s. Do dziś pamiętam szary modem Sagema, który był dołączony do pudełka z logo Telekomunikacji Polskiej. Jego instalacja była banalnie prosta, jak na tamte czasy, ale nie można go nazwać przesadnie wytrzymałym. Palił się po każdej burzy, więc w ciągu 3 lat wymieniałem go jakieś 7 stała się wówczas tak popularna, że nowi użytkownicy sieci, którzy nie powinni z niej korzystać, byli nazywani Dziećmi Neostrady. Określenie to jest używane do dziś, a niektórzy Internauci zapewne już nie pamiętają, skąd się wzięło. Trzeba przyznać, że to właśnie najtańsza oferta Telekomunikacji Polskiej sprawiła, że liczba osób na stałe podłączonych do sieci lawinowo wzrosła. Już w pierwszym kwartale 2015 roku z Neostrady korzystało niemal 800 tys. międzyczasie Telekomunikacja Polska obniżała ceny kolejnych wersji usługi, więc korzystałem z Neostrady o prędkości 256 i 512 kb/s, a następnie 1 i 10 Mb/s. Ta ostatnia była już rozprowadzana z modemem Funbox, dzięki któremu po raz pierwszy poznałem, czym jest domowe Wi-Fi. Choć wówczas niewiele sprzętów go wykorzystywało. Internet rozwijał się powoli. A potem nastał światłowód. Przede wszystkim rosły szybkości transferów. Standardem stawało się 10, 25 i 50 Mb/s. Obecnie typowym połączeniem z siecią jest takie o przepustowości od 50 do 250 Mb/s, oczywiście o ile na takie transfery pozwala infrastruktura. U moich rodziców, pod Białymstokiem, nadal możliwe do uzyskania transfery oscylują w granicach 5 Mb/s. Korzystanie tam z Internetu to katorga, która pozwala docenić, jak komfortowo pracuje mi się w sieć jednak nie różni się specjalnie od swoich poprzedników. Transfery są zwiększane, ceny nie rosną i zazwyczaj wynoszą kilkadziesiąt lub nieco ponad 100 zł miesięcznie. Można pokusić się o stwierdzenie, że obecna technologia już dochodzi do krańca swoich możliwości. Z tego powodu miejsce miedzianych kabli coraz częściej zajmuje światłowód. Jego możliwości są ogromne. Dwa lata temu Orange jako pierwszy z dużych operatorów wprowadził do Polski Internet o przepustowości 600 Mb/s, a ostatnio podwyższył prędkość połączenia do 1 Gb/s. Sam korzystam właśnie z takiego połączenia i czuję, że za kilka lat będzie to uważane za kolejny kamień milowy w historii polskiej nie chodzi tu tylko o przepustowości. Równie istotna jest stabilność połączenia. Jako że kabel światłowodowy leży pod ziemią, nie jest narażony na czynniki atmosferyczne. Z sieci da się korzystać nawet w najgorszą pogodę. Tak długo, jak działa podłączony do prądu przewód światłowodowy jest doprowadzony prosto do mieszkania, a nie do skrzynki, z której wychodzi zwykły kabel koncentryczny. Dzięki wyeliminowaniu słabych punktów instalacji udało się rozwiązać problem spadków prędkości połączeń poniżej deklarowanych poziomów. Skoro Orange mi mówi, że sieć pozwoli na pobieranie i wysyłanie plików kolejno z prędkościami 1000 i 100 Mb/s, to… tak faktycznie jest. Nie mam do czynienia z sytuacją, gdy dostaję zaledwie połowę tego, co oferuje operator. Do niedawna nie zawsze było to normą. Co dalej? Jak dalej potoczy się historia Internetu w Polsce? Zasadniczo zmieni się niewiele, oczywiście poza przepustowościami, które cały czas będą rosnąć. Połączenia światłowodowe to całkiem nowa technologia, a my nie jesteśmy w stanie wykorzystać nawet małej części jej możliwości. Mówi się, że teoretycznie pozwalają na przesyłanie danych z prędkością nawet 1 Pb/s (petabita na sekundę). Czyli tysiąca tetabitów lub miliona gigabitów na mogę obecnie sprawdzić, czy te wartości są prawdziwe, ale… są obecnie tak dla mnie niewyobrażalne, że jestem pewien, że światłowód pozostanie z nami nie na kilka, ale na kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat. To technologia przyszłości, z której możemy korzystać już dziś.* Partnerem tekstu jest produktu

kiedy nie było internetu tylko rodzina